W NAUKACH PRZYRODNICZYCH

Znamy np. pojedyncze mutacje genowe, które polegają na zmianie synchronizacji poszczególnych elementów cyklu życiowego. Mogą one w bardzo szybkim tempie doprowadzić do całkowitej przebu­dowy organizmu i w dokumentacji paleontologicznej wyglądałoby to nie­wątpliwie jako moment gwałtownej ewolucji (specjacji). Mutacja taka jednak nie różni się (przynajmniej na poziomie molekularnym) od innych mutacji, a selekcja jest niewątpliwie czynnikiem, który gra główną rolę w przyśpieszeniu procesu specjacji „punktualistycznej”. W tym świetle tzw. makroewolucja nie musi być wcale czymś jakościowo różnym od mikroewolucji.Zawarta w referacie B. Tuchańskiej Uniwersalność praw nauki a zwią­zek dyscyplin nomologicznych z historycznymi interesująca próba nowego spojrzenia na stosunek nauk przyrodniczych do metodologicznej normy historyzmu, zmierzająca mianowicie do ukazania, że norma ta — wbrew dość powszechnym poglądom — jest przez nie w gruncie rzeczy respek­towana w praktyce, opiera się na przesłankach, które nasuwają niekiedy różnego typu wątpliwości. Kilka z nich chciałbym tu wyłuszczyć. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że o danej dyscyplinie sądzi au­torka, iż respektuje normę historyzmu, czy też — prościej — iż cechuje się historyzmem, jeśli konstatowane są w niej zależności, które mają za­chodzić, nie zachodzić albo różnorako przebiegać (to ostatnie dotyczy zależności zapisywanych w sposób zmatematyzowany) — z uwagi na usytuowanie w czasie instancji determinującej odnośne zaieżności. Czy jednak takie pojęcie historyzmu nie byłoby nazbyt szerokie, w konsek­wencji zaś teza o historyzmie nauk przyrodniczych — czy nie byłaby bardziej banalna, niż zdaje się brzmieć? Niemożliwe jest chyba wskazanie takiej dyscypliny empirycznej, która nie konstatowałaby ani jednej za­leżności uwzględniającej czas jako tzw. „zmienną niezależną”.

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply