TWARDY RDZEŃ

Twardy rdzeń jest przyjętym na mocy decyzji badacza korpusem twierdzeń, które w ramach danego programu badaw­czego nie są podawane w wątpliwość, np. program badawczy Newtona zawierał twardy rdzeń w postaci trzech praw dynamiki i prawa pow­szechnej grawitacji. Wał ochronny jest zmienny i składa się z różnych hipotez pomocniczych, formułowanych w celu zapewnienia zgodności twardego rdzenia z faktami odkrywanymi w trakcie badań, np. elemen­tem wału ochronnego w programie Newtona jest hipoteza dotycząca liczby planet. Heurystyka pozytywna określa kształt i zasób hipotez po­mocniczych oraz wytycza kierunek poszukiwania i wyjaśniania nowych faktów z zastrzeżeniem stałości twardego rdzenia. Heurystyka negatywna zakazuje falsyfikacji hipotez należących do twardego rdzenia. Każdy program badawczy wytwarza pewien ciąg teorii. Ów ciąg jest teoretycz­nie postępowy, jeśli późniejsze teorie należące do niego są bogatsze em­pirycznie aniżeli poprzednie — w przeciwnym przypadku ciąg jest zde- generowany. Ciąg teorii może być postępowy empirycznie lub teoretycz­nie. W pierwszym przypadku teorie późniejsze są nie tylko bogatsze em­pirycznie, ale owa nadwyżka empiryczna jest potwierdzona, natomiast jeśli nie jest, to mamy do czynienia z postępem wyłącznie teoretycznym. Jeżeli ciąg teorii wytworzony przez dany program jest postępowy (zde- generowany), to mamy do czynienia z postępowym (zdegenerowanym) przesunięciem problemowym.

W ŚWIETLE CAŁOKSZTAŁTU

W świetle całokształtu po­glądów Lakatosa to ostatnie sformułowanie wydaje się właściwe i jako takie będzie dalej analizowane. Z cytowanych wyżej fragmentów Lakato­sa można wydobyć intuicje, jakie łączy on z odróżnieniem wewnętrznej i zewnętrznej historii nauki. Historia wewnętrzna jest relatywna do przyjętej metodologii, ale też historyk nauki tę historię rekonstruuje. Jeżeli potraktujemy poważnie to, że historyk rekonstruuje historię wew­nętrzną, to trzeba przyjąć, że owa historia istnieje jakoś (przynajmniej częściowo) niezależnie od założonej metodologii — na razie jedynie kon­statuję tę konsekwencję, ale później skorzystam z niej w sposób istotny. Historia wewnętrzna jest racjonalnym obrazem postępu obiektywnej wie­dzy naukowej i reprezentuje to, co w owym postępie jest racjonalne wedle założonej koncepcji racjonalności. Natomiast historia zewnętrzna jest relacją o socjopsychologicznych okolicznościach rozwoju wiedzy — historia zewnętrzna reprezentuje to, co w owym rozwoju jest przypad­kowe Historia wewnętrzna zawsze zakłada jakąś normatywną metodologię, a więc zbiór reguł określających „logikę odkryć naukowych”. Lakatos, jak powszechnie wiadomo, preferuje opracowaną przez siebie metodologię naukowych programów badawczych. Program badawczy daje się opisać przy pomocy następujących kategorii: twardy rdzeń, wał ochronny, pozy­tywna heurystyka, negatywna heurystyka, postępowy, ewentualnie zde- generowany, ciąg teorii.

PODSTAWOWE ROZRÓŻNIENIE

Wydaje się, że nie po myśli Lakatosa byłoby podstawienie „zewnętrzna historiografia nauki”. Pozostaje zatem wybór pomiędzy „wewnętrzna hi­storiografia nauki” oraz „wewnętrzna i zewnętrzna historiografia nauki”. Niestety w tym punkcie napotykamy komplikacje. Określając cele swej filozofii nauki, Lakatos powiada m. in., że:filozofia nauki dostarcza historykowi nauki normatywnych meto­dologii, dzięki którym rekonstruuje on historię wewnętrzną oraz racjonal­nie wyjaśnia postęp wiedzy obiektywnej,racjonalna rekonstrukcja historii wymaga uzupełnienia empirycz­ną (socjopsychologiczną) historią zewnętrznąA dalej czytamy: „Podstawowe rozróżnienie między częścią norma- tywno-wewnętrzną a empiryczno-zewnętrzną przedstawia się odmiennie w każdej konkretnej metodologii. Połączone teorie historiograficzne — wewnętrzna i zewnętrzna — przesądzają w dużej mierze o wyborze prob­lematyki przez historyka. Ale niektóre podstawowe problemy historii zewnętrznej dają się sformułować wyłącznie w ramach określonej me­todologii — tak rozumiana historia wewnętrzna jest więc pierwotna, a zewnętrzna drugorzędna, wtórna. Istotnie, wobec autonomii wewnętrz­nej (ale nie zewnętrznej) historii, ta ostatnia nie przyczynia się do zrozumienia nauki” . Z tezy, że historia wewnętrzna wymaga uzupełnienia przez zewnętrzną zdaje się wynikać zasadność podstawienia „wewnętrzna i zewnętrzna historiografia nauki”, natomiast z dalszego komentarza moż­na wnioskować, że parafraza dictum Kanta winna przybrać postać: Filo­zofia nauki bez wewnętrznej historiografii jest pusta; wewnętrzna histo­riografia nauki bez filozofii nauki jest ślepa.

 

HISTORIA CZY HISTORIOZOFIA NAUKI?

Jeżeli w ogóle mogę się uważać za filozofa nauki, to muszę przyznać, że moje ewentualne kompetencje pochodzą z filozofii, a nie ze znajomości historii nauki czy też znajomości profesjo­nalnej warsztatu naukowego. Stwierdzając to, chcę podkreślić, że tezy niniejszego referatu są głoszone nie w „imieniu” historyków czy przy­rodników, ale z punktu widzenia filozofa nauki (zapewne nie każdego), upatrującego właściwość logiki w analizie nauki. Tezy te dotyczą orien­tacji konkurencyjnej uznającej historię za przewodnika w filozofii nauki. W szczególności chciałbym się zastanowić nad sensem słowa „historia” w programowych deklaracjach zwolenników „historyzmu” w filozofii nauki. Lakatos w swych pracach wielokrotnie używa parafrazy słynnego dic­tum. Kanta o stosunku „rozumu” i „doświadczenia”: „Filozofia nauki bez historii jest pusta; historia nauki bez filozofii nauki jest ślepa”’. Cóż znaczy termin „historia” w tej parafrazie? Odpowiedź Lakatosa wiąże się z rozróżnieniem historii wewnętrznej i zewnętrznej. Wprawdzie Lakatos nigdzie nie definiuje obu historii, ale z różnych kontekstowych omówień można wyprowadzić w miarę jednoznaczną opinię na temat tego, czym są historia wewnętrzna i zewnętrzna oraz jakie zachodzą pomiędzy nimi relacje, a w szczególności różnice. Niewątpliwie Lakatos ma na myśli historię jako historiografię, a nie historię w sensie ontologicznym, czyli dzieje. W związku z tym pierwsze przybliżenie hasła Lakatosa przed­stawia się następująco: Filozofia nauki bez historiografii jest pusta; hi­storiografia nauki bez filozofii nauki jest ślepa. Bardziej zasadniczy prob­lem wiąże się z tym, czy za „historiografia nauki” mamy podstawić „wew­nętrzna historiografia nauki” czy „zewnętrzna historiografia nauki” — rzecz jasna w obu częściach tezy Lakatosa powinniśmy podstawić to samo.

PARADYGMATY

Jeśli jest to fakt historyczny, dostrzegany już nie tylko w generalizujących dyscyp­linach biologicznych czy społecznych, ale w postaci zalążkowej także w dyscyplinach fizycznych, to oczekiwać można całkowitego przeobra­żenia samowiedzy badaczy w tych ostatnich dyscyplinach, zerwania z przekonaniem o niezależności wiedzy teoretycznej od wiedzy historycz­nej. Zmianom tym przyjść mogą w sukurs próby modyfikacji ustaleń metodologicznych, które wyrażają i uzasadniają fałszywą samowiedzę badaczy w dyscyplinach generalizujących. Temu celowi służyły także powyższe rozważania.Niech mi będzie wolno zacząć od przytoczenia następującego cytatu: „Każdy filozof, historyk czy przyrodnik zdaje sobie sprawę, że inni, choć rozporządzają całym bogactwem intuicji odnoszących się do możliwych rozwiązań problemów wykraczających poza ich kompetencje, nie znają solidnie innych dziedzin wiedzy. Zdaniem historyka, przyrodnik nie zna perspektyw rozwoju swej nauki i jej szczegółowej historii, zdaniem zaś filozofa —- przyrodnikowi brak umiejętności przeprowadzania krytycz­nych analiz i solidnej znajomości filozofii. Zdaniem przyrodnika, czytanie prac filozofów i historyków sprawia wielką przyjemność, stwierdza on jednak, że autorom tych prac (wbrew temu, co sami na ten temat sądzą) brak pełnej znajomości nauk przyrodniczych i zrozumienia istoty pracy naukowej przyrodników”

OBSZAR WSPÓŁCZESNEGO DOŚWIADCZENIA

Obszar naszego współczesnego doświadczenia ekspery­mentalnego jest, mimo swego ogromu, dużo mniejszy od całości (ewo­luującego) świata znanego nam teoretycznie, którego spora część, a więc ta, która już nie istnieje, może być poznana empirycznie tylko pośrednio, tzn. poprzez swoje aktualne, rejestrowane przez nas pozostałości (np. pro­mieniowanie reliktowe). Innymi słowy, wiedza historyczna pozwala zrozumieć, jak wątpliwe jest przeświadczenie, że natura wytwarzała i wytwarza tylko takie warunki, zdarzenia i procesy, jakie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić i z dostatecznym przybliżeniem imitować w ekspe­rymentach, i że w związku z tym nasze prawa naukowe mają walor uniwersalny. Natomiast dyscypliny historyczne, idiograficzne są bez dy­scyplin generalizujących — znów mówiąc po kantowsku — ślepe. Ich uprawianie nie może obejść się (w najbardziej trywialnym sensie) bez generalizacji, terminy opisowe bowiem, choćby takie które służą do kon­struowania deskrypcji jednoznacznych, są terminami ogólnymi, a prze­cież żaden opis historyczny nie może składać się z samych imion włas­nych Wspomniana asymetria związku dyscyplin obu typów polega więc na tym, że o ile dyscypliny generalizujące istnieją i rozwijają się bez ko­nieczności odwoływania się do wiedzy historycznej o ewolucji swych przedmiotów (co oczywiście nie znaczy, że mogą istnieć bez wiedzy o jed­nostkowych zdarzeniach, chociażby tych, które dane są w eksperymen­tach), o tyle dyscypliny historyczne bez uogólnień (choćby zdroworozsąd­kowych) obejść się nie mogą. Asymetria ta jest jednak — jak sądzę — raczej faktem historycznym niż epistemologiczną koniecznością.

OKREŚLAJĄCE DANE

Gdyby więc o dyscyplinach generalizujących, nomologicznych moż­na było powiedzieć, że ich celem naczelnym jest budowanie wiedzy ogól­nej poprzez abstrahowanie i idealizowanie, to o dyscyplinach historycz­nych należałoby powiedzieć, że ich celem naczelnym jest budowanie wiedzy jednostkowej o unikalnych — z ich punktu widzenia — procesach, poprzez konkretyzowanie i urealistycznianie. Jeśli te charakterystyki są, mimo swej skrótowości, dostatecznie trafne, to można dalej przyjąć, że:Dane określające zakres stosowalności danej teorii generalizującej i ograniczenia tego zakresu zawarte są w odpowiedniej teorii historycz­nej. W niej także określone są własności i mechanizmy globalnego pro­cesu, które determinują funkcjonowanie tych jego składników, które są przedmiotem opisu w teorii generalizującej.Oba typy dyscyplin są sobie wzajemnie niezbędne, choć związek ten cechuje się pewną asymetrią. Dyscyplinom generalizującym oderwa­nym od wiedzy historycznej grozi rozważanie całkowicie abstrakcyjnych i wyidealizowanych modeli dla swoich formalizacji, a następnie spraw­dzanie ich za pomocą sztucznych modeli eksperymentalnych, które wcale nie muszą być „rekonstrukcjami” rzeczywistych systemów czy procesów będących — w intencji teorii — przedmiotem poznania. Uwzględnienie istnienia dyscyplin historycznych i wiedzy o faktach historycznych poz­wala dostrzec, że eksperymentowanie, które sprawdza teoretyczne gene- ralizacje i nadaje im tireść empiryczną, nie wystarcza do tego, by kate­gorie i konstrukty „rozumu teoretycznego” nie były — mówiąc po kan- towsku — puste.

REZYGNACJA Z WYMAGANIA

Rezygnacja z metodologicznego wymagania czasoprzestrzennej ogól­ności jako warunku uniwersalności zdań prawo-podobnych jest w gruncie rzeczy tylko kolejnym zabiegiem burzenia mitu absolutności wiedzy nau­kowej. O żadnym twierdzeniu czy teorii naukowej nie sądzi się już dziś, że dostarcza ostatecznego wyjaśnienia, że jest prawdą absolutną, która może być tylko coraz pełniej potwierdzana przez nowe dane empiryczne, nie może zaś być obalona. Natomiast przekonanie, że wiedza naukowa może być absolutna, jeśli chodzi o zakres jej stosowalności, nadal się utrzymuje, zarówno w metodologii, jak i w nauce. Dzieje nauki pokazują natomiast, że źródłem wiary w nieograniczoną stosowalność pewnej teorii jest w istocie nieznajomość rzeczywistości. Generalnie można powiedzieć, że idea ścisłej ogólności czasowej i przestrzennej formułowana jako po­stulat pod adresem nauki może być dla jej rozwoju równie niekorzystna, jak postulat by ważność twierdzeń naukowych była ograniczona do tego, co już empirycznie poznaliśmy, ponieważ nie skłania do szukania fak­tycznych warunków obowiązywania naukowych stwierdzeń, warunków, które mają charakter historyczny, jak pokazują stosowne teorie histo­ryczne. Wydaje się, że istotne znaczenie dla ustaleń dotyczących zasięgu stosowalności praw i teorii, a także dla modyfikacji tych ustaleń, ma istnienie i oddziaływanie na siebie dyscyplin nomologicznych i historycz­nych. Istnienie takich dwóch typów dyscyplin wydaje się uwarunkowane naturą samej rzeczywistości, która jako proces rozwija się poprzez ma­sowe zdarzenia, a także — najkrócej mówiąc — naturą poznania, w któ­rym sfera ogólności i sfera konkretu są wprawdzie rozdzielalne (czym innym jest nazwa ogólna, sąd ogólny, a czym innym nazwa jednostkowa i jednostkowe stwierdzenie), ale nieustannie wchodzą ze sobą w inter­akcje.

CAŁA ANALIZA

Cała dotychczasowa analiza miała przede wszystkim charakter kry­tyczny. Starałam się pokazać, że klasyczne ujęcie praw nauki zawiera wymaganie ich uniwersalności w postaci warunku czasoprzestrzennej ogólności. Taka postać idei uniwersalności praw nauki nie daje się utrzy­mać ani w świetle dokonanych w fizyce relatywistycznej zmian treści pojęć czasu i przestrzeni, ani w świetle nieklasycznych koncepcji teorii naukowych. Z perspektywy tych koncepcji warunek ścisłej ogólności jawi się jako kryterium arbitralne i wcale nie niezbędne. Nietrafne jest także neopozytywistyczne ujęcie stosunku dyscyplin historycznych i nomolo- gicznych. Przeprowadzona analiza pozwala jednakże sformułować kilka ustaleń konstruktywnych. Sądzę, że ustalanie zakresu stosowalności praw i teorii naukowych nie jest zadaniem metodologa. W szczególności nie musi on przesądzać niczego na temat czasoprzestrzennej ogólności praw nauki, tym bardziej że pojęcia czasu i przestrzeni nie są zewnętrzne względem nauki, ale ich treść jest ustalana i modyfikowana w samej nauce. Określenia zakresu stosowalności praw i teorii formułowane są przez badaczy i wchodzą do samych teorii. Zakres stosowalności określany jest za pomocą właściwych dla danej teorii parametrów i w sposób, który zapewne jest historycznie zmienny, a więc swoisty dla danej dyscypliny na pewnym etapie jej roz­woju. Metodolog powinien raczej owe ustalenia czynić przedmiotem swo­jego badania, które odkrywać będzie także przekształcenia, jakim podle­gają przekonania o zakresie orzekania teorii.

DOKŁADNIEJSZE ZESTAWIENIE

Do­kładniejsze zestawienie modelu metodologicznego antypozytywistycznie interpretowanego przyrodoznawstwa z Diltheyowskim modelem huma­nistyki byłoby niezmiernie frapujące, przekracza jednak granice tego artykułu. Już jednak na pierwszy rzut oka widać, że i tu, i tam rzeczy­wistość badana poddana, zostaje totalnemu uhistorycznieniu; że traktowa­na jest holistycznie, a jej pełne zrozumienie wymaga jednoczesnego obej­mowania dwóch porządków: porządku indywiduów elementarnych i po­rządku zobiektywizowanych, ponadindywidualnych całości (łącznie z tymi „ostatecznymi”); że zarówno przyrodnik, jak humanista muszą ekstra- polować wiedzę „lokalną” (ten ostatni między innymi poprzez przeżycie odtwórcze, będące psychologiczną postacią operacji Verstehen); że jeden i drugi budują abstrakcyjne modele dla swych ustaleń teoretycznych (modele w sensie Sneeda, którym dość dokładnie wydają się odpowiadać w humanistyce weberowskie typy idealne). Porównanie takie mogłoby — w moim przekonaniu — pozwolić na sformułowanie odmiennej od neo­pozytywistycznej koncepcji względnej jedności metodologicznej nauk. Koncepcja ta nawiązywałaby do rickertowskiego odróżnienia metody hi­storycznej, indywidualizującej, od metody generalizującej jako dwóch sposobów ujmowania jednej rzeczywistości, choć wymagałaby rezygnacji z przyjętego przez niego przeciwstawienia nauk historycznych jako Kul- turwissenschaft nauce nomologicznej jako Naturwissenschajt. Poprzestanę jednak na zasygnalizowaniu tego obszernego układu problemów i przejdę do podsumowania wyników analiz przeprowadzonych dotychczas.