ABSTRAKCYJNE MODELE

Owe abstrakcyjne modele stanowią przy tym instrument badawczy obecny jedynie w tych teoretycznych programach humanistyki, które dystansują się od subiektywizmu przywoływanej przez autorkę referatu w dobrej wierze hermeneutyki Diltheyowskiej.Obiekcje te, rzecz jasna, w niczym nie podważają wspomnianej kon­kluzji referatu głoszącej potrzebę dopełniania się w nauce obu konkuren­cyjnych wizji świata — generalizującej i historyzującej. Rzecz w tym tylko, aby dopełnianie to nie było równoznaczne z zamazywaniem kontu­rów dyscyplin, które — pomimo wszystko — raczej różnią się od siebie, niż „wcale nie są tak bardzo odległe”.Uwaga ta dotyczy zresztą również samego problemu „uhistorycznie- nia” przyrodoznawstwa. Zgadzam się bowiem z W. Krajewskim, iż za­sada historyzmu przeniknęła do różnych nauk przyrodniczych w nader różnym stopniu (nie sądzę zatem, aby chemię można było uprawiać tak jak kosmologię: ta ostatnia traktuje o strukturze i historii jednego znanego nam kosmosu, natomiast ta pierwsza bada stałe relacje w zbio­rze nieskończenie wielu zdarzeń na poziomie molekularnym. Chemii nie interesuje historia wody).Podsumowując: Oczywście autorki tak świetnej książki, jaką jest Rozwój poznania jako proces społeczny, nie trzeba pouczać, na czym polegają różnice po­między metodą nomotetyczną i idiograficzną, i celem tych uwag nie było przypominanie rzeczy oczywistych. Pragnąłem jedynie opatrzyć komen­tarzem wątpliwość, czy z przesłanki głoszącej, iż w pewnych dyscy­plinach przyrodniczych zawieszane są reguły ścisłej uniwersalności praw, wynika teza o metodologicznym podobieństwie całego przy­rodoznawstwa do humanistyki, jeśli zgodzić się z tym, że ta ostatnia (nie tylko w wersji Diltheyowskiej) w swej praxis badawczej w wielu przypadkach w ogóle nie odwołuje się do praw uniwersalnych. Sam zakres obecności tego, co historyczne w warsztacie badaw­czym różnych nauk przyrodniczych domagałby się wnikliwego zbadania. Dopiero taki generalny i szczegółowy przegląd sytuacji pozwoliłby na wy­ciąganie dalej idących wniosków co do ewentualnej możliwości „spoglą­dania na przyrodoznawstwo z perspektywy kosmologii”.

UCHYLENIE WARUNKU

Tak więc samo uchylenie ontologicznego warunku a) i przyjęcie tezy, że przyroda „ma” historię, nie podważa idei uniwersalności praw nauki, a historyczność materii i form życia nie nadaje statusu niepowtarzal­nych zdarzeń historycznych temu, co stara się opisać i wyjaśnić chemik czy biolog w swym laboratorium. Uchylenie tego założenia nie wnosi również żadnych nowych, rozstrzygających argumentów do dyskusji nad słusznością naturalistycznego bądź antynaturalistycznego stanowiska w sporze o metodologiczny status różnych dyscyplin naukowych. Jednakże, jak wiadomo, wiele subdyscyplin humanistycznych zajmuje się — w przeciwieństwie do chemii — nie tyle opisywanymi w formie praw stałymi relacjami w obrębie danego obszaru badawczego, ile nie­powtarzalnością charakterystyk badanych wytworów kulturowych (np. ar­cydzieł sztuki). Jest rzeczą oczywistą, że eksplikacji tej niepowtarzalności nie można dokonać bez uciekania się do pojęć ogólnych, a często także do pewnych abstrakcyjnych narzędzi badawczych, takich jak typy ideal­ne, założenie o racjonalności itp. Narzędzia te pełnią tu jednak zupełnie inną rolę niż uniwersalne okresy warunkowe w naukach przyrodniczych: nie opisują form powtarzalności cech i zdarzeń, lecz ułatwiają uchwyce­nie sensu ich niepowtarzalności; nie stanowią zatem finalnego zapisu umożliwiającej przewidywanie zdarzeń „wiedzy” o świecie, lecz są, jeśli można się tak wyrazić, krzywym zwierciadłem abstrakcji, w którym na zasadzie wyolbrzymienia i uwydatnienia, manifestują się swoiste cechy konkretnego indywiduum. Ich funkcja teoretyczna nie jest analogiczna do roli praw w chemii, nie istnieje bowiem np. taka sensowna zależność, której poprzednik głosiłby „dla każdego X, jeżeli X jest Goethem”.

UNIWERSALNOŚĆ NAUKOWEGO DYSKURSU

Czy tyle po prostu, że np. także i chemię można i trzeba uprawiać tak jak kosmologię, tzn. rezygnować w niej z warunku ścisłej uniwersalności praw? W tak ważnym i obrosłym literaturą kon­tekście, jakim jest, by użyć terminologii K. O. Appla, Die Erklaren-Ver- stehen Kontroverse w metodologii, łatwo dostrzec również enigmatyczność wyrażenia „nie są wcale tak bardzo odległe”.Jak sądzę, wszelka sensowna dyskusja nad wnioskami filozoficz­nymi zawartymi w referacie wymagałaby dookreślenia samego pojęcia „uniwersalnego” charakteru wiedzy nomotetycznej.Uniwersalność praw nauki odsyła m. in. do dwóch założeń ontolo- gicznych: tezy o niezmienności pewnych charakterystyk przyrody oraz wy­nikającej stąd uniwersalnej (czasoprzestrzennie) ważności opisujących te właściwości praw; tezy o istnieniu w przyrodzie zjawisk i procesów powtarzalnych, z czym na poziomie językowym koresponduje możliwość operowania obok imion własnych pojęciami gatunkowymi.Uniwersalność naukowego dyskursu pojawia się zatem nie tylko wtedy gdy to, co głosimy o przyrodzie, pozostaje ważne „w dowolnym czasie”, lecz również wtedy gdy to, co głosimy o jakimś jej fragmencie, odnosi się caeteris paribus do innych jej fragmentów jako elementów pewnej klasy zdarzeń.Obok czasoprzestrzennego aspektu uniwersalności istnieje przeto jej aspekt, by tak rzec, teoriomnogościowy, tzn. odnoszenie się uniwersalnych okresów warunkowych do zbiorów obiektów i relacji. By uciec się do przykładu: woda „jako taka”, a więc jako pewna substancja chemiczna jest obiektem historycznym, ponieważ wiązanie chemiczne HaO nie wy­stępowało na wszystkich etapach rozwoju materii, ale jednocześnie jest prawdą uniwersalną, że woda w warunkach Z posiada określoną właści­wość K (np. wrze w temperaturze 100°C). „Uniwersalność” okresu warun­kowego „dla każdego X, jeżeli X jest wodą i jeżeli spełnione są dodatko­we warunki Z, to X wrze w temperaturze 100 stopni C” wyraża stała lo­giczna „dla każdego”, powyższa prawidłowość bowiem dotyczy, przy speł­nieniu określonych warunków, nieskończenie wielu elementów pewnego zbioru.

KRYTYKA KLASYCZNEJ KONCEPCJI

Ogólnie stwierdzić trzeba, że krytyka klasycznej koncepcji praw nauki przeprowadzona jest przez B. Tuchańską z pozycji własnej konccpcii nauk historycznych i ich relacji do nauk nomotetycznych generali­zujących). Słabość owej krytyki, jej niekonkluzywnosc, poza wskazanymi wcześniej błędami wynika zapewne i z tego, że owa własna ko^pcja iest zaledwie mgliście zarysowana. Przypuszczenie, na czym polega wy unista p7zez autorkę koncepcja „nauk historycznych” można wysnuć „dynie * tego, na ile uzasadnione wydają sfe względem mej zarzuty, jakie swego czasu wysunął Popper odnośnie do historyzmu.Problem, jaki B. Tuchańska podnosi w swym ciekawym i inspi­rującym referacie Uniwersalność praw nauki a związek dyscyplin Homo­logicznych z historycznymi, można streścić następująco: oto nie wszystkie zdania uchodzące za nomologiczne twierdzenia współczesnej nauki (np. w kosmologii, biologii) mają charakter twierdzeń ściśle uniwersal­nych. Nie wszystkie z nich bowiem stwierdzają „regularne zachodzenie następstwa zdarzeń określonych rodzajów w dowolnym miejscu i cza­sie” \ Okoliczność ta świadczy wszakże, zdaniem referentki, o „uhisto- rycznieniu” obiektów badań nauk przyrodniczych (terminu tego autorka wprawdzie nie używa, ale wyraża on, jak się zdaje, jej intencje) i upraw­nia filozofa nauki do określonych wniosków.W omawianym referacie odnoszą się one przede wszystkim do kwestii relacji (podobieństw, różnic, powiązań) pomiędzy praktyką badawczą dy­scyplin historycznych i nomologicznych, a także przyrodniczych i huma­nistycznych. Z niektórymi wnioskami trudno się nie zgodzić, np. z ideą nauki, która „potraktowana zostaje jako całość złożona z oddziałujących na siebie wzajemnie dyscyplin historycznych i generalizujących […]. Je­dynie w połączeniu dyscypliny te dostarczają wiedzy o świecie”.

UJAWNIONE TRUDNOŚCI

Analiza ta ujawnia co najwyżej pewne trudności w teore­tycznym uzgodnieniu ogólnego obrazu uniwersum fizycznego (tak jak go kreśli np. fizyka relatywistyczna) z obrazem ewoluującego kosmosu (wy­znaczanym przez pewne relatywistyczne teorie kosmologiczne) Ponieważ jest ona przedstawiona zbyt szkicowo, trudno osądzić skalę i rodzaj owych trudności. W każdym razie nie prowadzi ona do przedstawionego wyże] wniosku, a tym bardziej nie może stanowić argumentu przeciwko kla­sycznemu warunkowi ścisłej ogólności praw. Przyjęcie, ze konfrontacja jakiejś teorii kosmologicznej z teorią fizykalną (np. z teorią cząstek ele­mentarnych) wymusza określone modyfikacje tej ostatniej, oznacza, ze ową teorię kosmologiczną uważa się za współmierną z daną uniwersalną teorią fizykalną, a przy tym bardziej adekwatną w stosunku do rzeczy­wistości. Na jakiej podstawie? Z kolei potraktowanie przedstawionycn rozważań jako argumentu przeciwko klasycznie pojętej uniwersalności świadczy o pomieszaniu kwestii sformułowania prawa i załozonego dian zakresu stosowalności empirycznej z faktycznym, empirycznie ujawnio­nym jego zasięgiem. Gdybyśmy faktycznie dysponowali kosmologicznym materiałem empirycznym dającym się konfrontować np. z prawami ogo – nei teorii względności, to dane te mogłyby ewentualnie podważać (falsy- fikować) owe prawa lub wskazywać faktyczny zasięg ich obowiązywania, nie stanowiłyby one natomiast podstawy do zakwestionowania warun u ścisłej ogólności, zgodnie z którym prawa te zostały sformułowane sam warunek jest inwariantny względem tego rodzaju danych.

PRZYJĘTE UJĘCIE

Przyjęcie relatywistycznego ujęcia czasu i przestrzeni nie zmusza do odrzucenia wymogu ścisłej ogólności, jak perswaduje to nam autorka, a jedynie ma wpływ na jego szczegółową postać. W przeciwnym razie twierdzenia fizyki relatywistycznej (i wszelkie inne) same musiały­by mieć inny status — nie mogłyby być „ściśle uniwersalnymi” — jak się powszechnie przyjmuje, lecz co najwyżej „numerycznie uniwersalny­mi” twierdzeniami, posługując się terminologią Popperowską.Jedna z tez autorki referatu, dotycząca związku nauk nomotetycz- nych i historycznych, głosi, że zastosowanie wiedzy nomotetycznej, uwa­żanej za uniwersalną czasoprzestrzennie, do procesów historycznych, wy­musza określone jej modyfikacje. Rozważania ilustrowane są przykładami z fizyki (nauka nomotetyczna) i kosmologii (nauka historyczna). Mają one prowadzić do wniosku, że traktowane jako ściśle ogólne twierdzenia fizykalne w konfrontacji z danymi kosmologicznymi bądź, po pierwsze, ujawniają swój „historycznie ograniczony, epokowy charakter”, bądź, po drugie, okazują się „wyidealizowane, bo opisane w sposób, który nie bie­rze pod uwagę warunków, jakie rzeczywiście miały miejsce w trakcie rozwoju wszechświata” *. Rozważania te stanowią jeden z argumentów mających podważać klasyczny wymóg ścisłej ogólności praw nauki.Zauważmy przede wszystkim, że wymieniony wyżej wniosek został wyprowadzony z analizy zestawiającej ze sobą nie tyle pewne teorie no- motetyczne (ogólną teorię względności, mechanikę kwantową ltp.) z hi­storycznym materiałem faktograficznym (dane kosmologiczne), co pewne uniwersalne teorie fizykalne z pewnymi (historycznymi?) teoriami kosmo­logicznymi.

ZAŁOŻENIA O UNIWERSALNOŚCI

Założenie o uniwersalności czasoprzestrzennej obiektów lub zdarzeń tylko w tym sensie traktowane jest inaczej niż założenia dotyczące posiadania lub nie posiadania innych własności przez obiekty, o których mówi prawo, że jest to niejako włas­ność nadrzędna w stosunku do tamtych. Stwierdzenie, iż założenie to traktowane jest inaczej, ponieważ przesuwane jest ono do wyrażenia kwantyfikującego — w świetle tego, co zostało już powiedziane — należy uznać za bezzasadne.Dalszy zarzut stawiany klasycznemu rozumieniu praw nauki ujaw­nia leżące jakoby u jego podstaw „założenia metafizyczne” dotyczące czasu i przestrzeni, będące w istocie zawartą w fizyce Newtonowskiej charakterystyką tych pojęć. Dlaczego pojęcia określone na gruncie po­prawnie skonstruowanej, dobrze potwierdzonej empirycznie teorii uważa autorka referatu za „koncepcję metafizyczną” czy „założenia metafizycz­ne”? Co oznacza w kontekście jej rozważań termin „metafizyka”? Czy każda teoria wyeliminowana z nauki na rzecz historycznie następnej na­biera z tą chwilą waloru „metafizycznej”? Czyż wypowiedź autorki nie sugeruje, że np. mechanika Newtonowska lub pewne jej fragmenty to metafizyka, podczas gdy korygujące ją, aktualnie akceptowane teorie, takie jak ogólna teoria względności i mechanika kwantowa, nie są ani w całości, ani w części metafizyczne?Wszystko jedno, co się sądzi o zawartej w mechanice Newtonow­skiej koncepcji czasu i przestrzeni: czy uzna się ją za metafizyczną, czy nie, za prawdziwą czy fałszywą, trudno uważać ją za nieodłącznie zwią­zaną z klasycznym rozumieniem prawa nauki. Wymóg ścisłej ogólności może być werbalizowany w sposób zakładający Newtonowskie pojęcie czasu, przestrzeni lub jakiekolwiek inne fizykalne ujęcie, choćby relaty­wistyczne.

POZORNA OGÓLNOŚĆ PRAW PRZYRODNICZYCH

Jeden z zarzutów stawianych klasycznej koncepcji prawa nauki głosi, że ideę uniwersalności czasoprzestrzennej wyraża ona drogą pewnej nieuzasadnionej, pozalogicznej interpretacji dużego kwantyfikatora, wy­kraczającej poza sens owej stałej logicznej przyjęty w rachunku kwanty- fikatorów: „dowolność czasoprzestrzennej lokalizacji zdarzeń, o których orzekają prawa nauki, jest stwierdzana przez samo użycie dużego kwan­tyfikatora […] Założenie o dowolności czasoprzestrzennej lokalizacji obiek­tów lub zdarzeń nie jest traktowane tak samo jak założenia dotyczące posiadania lub nieposiadania przez te obiekty innych własności, skoro te ostatnie założenia włączane są do poprzednika prawa nauki, a to pierwsze przesuwane jest do wyrażenia kwantyfikującego” *.Otóż zarzut powyższy opiera się na nieporozumieniu. W klasycznej koncepcji prawa nauki przyjmuje się, że tzw. prawa niestatystyczne, ściśle ogólne, to w każdym razie zdania generalnie skwantyfikowane, jednakże warunek ścisłej ogólności traktuje się tam jako oddzielny wy­móg pozalogiczny, tj. taki, że jego sensu nie da się określić wyłącznie w terminach formalno-logicznych. Tak jest w ujęciu Poppera (którego pogląd B. Tuchańska przywołuje krótko w przypisie 3., nie uwzględniając go jednak w swym rozumowaniu), tak jest również w przypadku bardziej „rasowych” neopozytywistów, którzy niewątpliwie znają klasyczny ra* chunek logiczny nie gorzej od ich oponentki.

ROZUMIANE TEORIE

Teorie rozumiane klasycznie kon­statują zależności o określonym zakresie swej „realnej” stosowalności; w teoriach rozumianych nieklasycznie nie występują zależności tego ro­dzaju. Jeśli już zdecydowalibyśmy się odpowiednie, występujące tam re­lacje nazwać zależnościami — powiedzmy — abstrakcyjnymi (dla odróż­nienia od zależności „realnie” dookreślonych), to będą to jedynie zależ­ności możliwe (np. fizycznie). Natomiast kwestia „realnej” (np. fizycznej) stosowalności owych zależności abstrakcyjnych jest już natury pozateore- tycznej i rozstrzyga się ją oddzielnie dla każdego „realnie” (fizycznie, empirycznie itp.) danego układu — wbrew temu, co twierdzi autorka, że owa nieklasycznie pojęta teoria ma przesądzony z góry zakres zastosowań „realnych”.Gdyby chcieć wykorzystać do rozpatrywania problemu historyzmu nieklasyczne koncepcje teorii, które zresztą zdają się stanowić lepsze narzędzie rekonstrukcji metodologicznej współczesnego przynajmniej przyrodoznawstwa zmatematyzowanego niż koncepcja klasyczna, to zgod­nie z tymi intuicjami autorki, jakich domyślam się, można by jedynie problem ów przeformułować, nadając mu postać pytania o odpowiedni charakter klas zastosowań — zależności abstrakcyjnych, czy — ogólniej — tychże właśnie teorii. Nie sądzę jednak, aby odpowiedź na to pytanie była łatwiejsza do osiągnięcia od odpowiedzi na pytanie o charakter za­leżności „realnie” dookreślonych, konstatowanych w teoriach pojętych klasycznie. Jest wręcz przeciwnie. Trzeba byłoby bowiem rozstrzygać w tym przypadku dwie kwestie:jaki charakter mają „realnie” dookreślone zależności w układach tworzących klasę zastosowań teorii,czy klasa ta jest pod powyższym względem jednorodna.Obawiam się dodatkowo, że w sytuacji, kiedy nigdy nie wiadomo, czy nie wchodzą jeszcze w grę jakieś nieznane zastosowania dalsze, cał­kowicie, być może, odmienne od dotychczas odnotowanych, obydwie te kwestie mogą być uznane za czysto spekulatywne.

METAFIZYCZNOŚĆ

Otóż cokolwiek owa „metafizyczność” miałaby oznaczać, przypisuje ją autorka referatu w każdym razie poglądom metodologów operujących rzeczoną wyżej „metafizyczną” koncepcją prawa. Wydaje się jednak, że ta ostatnia kwalifikacja (cokolwiek — powtarzam — miałaby ona ozna­czać) jest nieco przedwczesna. Jeśli metodolog uprawia wyłącznie rekon­strukcję praktyki naukowej lub przynajmniej operuje ową „metafizycz­ną” koncepcją prawa w trybie wyłącznie rekonstrukcyjnym, to uzasad­nione jest tylko stwierdzenie, że wedle tej rekonstrukcji praktyka ba­dawcza jest „metafizyczna” (ewentualnie: takiej to a takiej nauki, ewen­tualnie jeszcze: z takiego to a takiego okresu). Inna byłaby sytuacja, gdyby ów metodolog miał (także albo wyłącznie) ambicje normatywno- -uprawomocniające, tzn. traktowałby swą rekonstrukcję prawa nauki jako jednocześnie model normatywny prawomocnego poznania naukowego, albo formułowałby po prostu taki model, nie troszcząc się nawet, w ja­kiej mierze odpowiada mu faktyczna praktyka badawcza.Uważam, że nieklasyczne — jak nazywa je autorka — koncepcje teorii naukowej nie dostarczają same przez się, wbrew jej założeniu, żad­nych dodatkowych argumentów na rzecz tezy o historyzmie nauk przy­rodniczych. Czymkolwiek bowiem miałby on być, stanowić ma w każdym razie, w intencji B. Tuchańskiej, rezultat tego, że odpowiednie zależności odnotowywane w odnośnych naukach przedstawiają się tak a nie inaczej; zależności jednak, o których dotychczas mówiliśmy, w ogóle nie wchodzą w grę w przypadku teorii ujętych nieklasycznie. Nie dlatego, że teorie owe rozumie się „nielingwistycznie”, lecz dlatego, że — bez względu na to, czy są one pewnymi klasami modeli semantycznych określonego ukła­du postulatów (ujęcie semantyczne) czy też pewnymi strukturami teorio- mnogościowymi, rozważanymi rzeczywiście nielingwistycznie (Sneed) — są one w każdym razie abstrakcyjnie scharakteryzowanymi dziedzinami, w obrębie których nie zachodzą zależności charakteryzujące się instan­cjami determinującymi, obejmującymi zawsze określone typy sytuacji „realnie” (fizycznie) występujących.