ANALOGICZNA SYTUACJA

Być może, sytuacja jest analogiczna w przy­padku interesującego nas tu zagadnienia zakresu stosowalności praw nau­ki. Dla jego rozważenia rozpocznijmy od problemu natury powiązania dyscyplin historycznych z nomotetycznymi. Istnienie w nauce teorii czy wręcz całych dyscyplin historycznych, tj. zajmujących się unikalnymi procesami rozwojowymi, dostrzegane jest oczywiście przez neopozytywistyczną metodologię, w ramach której sta­wia się także problem sposobu powiązania obu typów dyscyplin.Rozwiązanie wzorcowe dla stanowiska neopozytywistycznego przed­stawia C. G. Hempel. Analizując procedurę wyjaśniania w historii, pod­kreśla: „Próbujemy pokazać, że w historii, nie inaczej niż w innych dyscyplinach empirycznych, naukowe wyjaśnienie może być osiągnięte jedynie za pośrednictwem stosownych hipotez generalnych” . Wszelkie naukowe rozumienie zdarzeń historycznych musi mieć — w jego prze­konaniu — strukturę wyjaśniania dedukcyjnego lub statystycznego. Swo­iście historyczne metody, np. metoda empatycznego rozumienia, mają jego zdaniem — znaczenie tylko heurystyczne. Naukowe uprawianie historii wymaga więc odwoływania się do twierdzeń ściśle ogólnych (za­czerpniętych ewentualnie z psychologii, socjologii, ekonomii czy nauk przyrodniczych) i to nie tylko w wyjaśnianiu, ale także w opisie zdarzeń przeszłych, które ze względu na niedostępność bezpośrednią mogą być poznane tylko pośrednio, tzn. poprzez powiązanie ich z aktualnymi dany­mi za pomocą ogólnych hipotez .

DYSCYPLINY HISTORYCZNE

Spór ten wydaje się już prze­brzmiały, aczkolwiek nadal można znaleźć przedstawicieli wszystkich możliwych w nim stanowisk, łącznie z najbardziej skrajnymi. Z metodo­logicznego punktu widzenia najistotniejsze w tym sporze wydają się rozważania, które można określić jako meta-metodołogiczne. Pokazują one, że spierające się strony nieadekwatnie wyobrażają sobie dyscypliny przyrodnicze lub humanistyczne, a zwłaszcza te pierwsze . Owe ustale­nia pozwalają dostrzec, że przeświadczenie o zasadniczej metodologicznej jedności nauk, z których każda jest jednak swoistą i nieredukowalną do innych dyscypliną, można utrzymać, mimo że odrzuca się neopozytywi- styczny model nauk przyrodniczych i towarzyszące mu przekonanie, że jest on wzorcem dla wszelkiego postępowania naukowego. ‚Wyrwawszy się z okowów neopozytywistycznej wizji nauki, możemy dostrzec, że z historyczną zmiennością przedmiotu i uwikłaniem aktu badania w badaną rzeczywistość mamy do czynienia także w dyscypli­nach przyrodniczych. Dopiero jednak wówczas, gdy fakty te zostały wy­rażone w języku fizyki, w postaci na przykład niestacjonarnych modeli kosmologicznych czy zasady nieoznaczoności Heisenberga, stały się do­strzegalne dla metodologów.

REZYGNACJA Z PRZEKONANIA

Wydaje się wreszcie, że rezygnacja z przekonania o koniecznej czaso­przestrzennej uniwersalności praw nauki odsłania problemy niewidoczne dla zwolenników ujęcia klasycznego. Jest to mianowicie grupa zagadnień, której kluczowym problemem jest kwestia sposobu ustalenia warunków stosowalności ogólnych, generalizujących twierdzeń naukowych, a naj­bardziej ogólnym zagadnieniem jest sposób powiązania dyscyplin nomo- logicznych z historycznymi.Na gruncie klasycznego ujęcia praw nauki rozważania nad warunkami, jakie spełniają prawa nauki, prowadzą wprost do kwestii odmienności nauk przyrodniczych i humanistycznych. O tych ostatnich powiada się, że nie ma w nich w zasadzie praw i teorii, a więc, że swoją ogólnością i ścisłością, a co za tym idzie także mocą eksplanacyjną i zdolnością prze­widywania nie dorównują naukom przyrodniczym (dokładniej, fizyce). Dzieje się tak już to z powodu swoistości, niepowtarzalności i historycz­nej zmienności ich przedmiotu i uwikłania badacza i samego badania w badaną rzeczywistość , już to z powodu ich niedojrzałości metodolo­gicznej. Z tego źródła wyrasta spór naturalizmu z anty naturalizmem to­czony na gruncie nauk humanistycznych.

NA GRUNCIE UJĘCIA

Na gruncie takiego ujęcia kwestii zakresu stosowalności teorii nau­kowych zadaniem metodologa jest rekonstruowanie rozstrzygnięć zawar­tych w teoriach naukowych. Może on ponadto śledzić losy tych wewnątrz- teoretycznych ustaleń w toku dalszego rozwoju nauki pokazując, że in­tencjonalny zakres teorii bywa później rozszerzany lub ograniczany. Szczególnym przypadkiem będą oczywiście takie ograniczenia, w wyniku których ujawnione zostaje, że założenie o czasoprzestrzennej ogólności teorii miało charakter idealizujący, ponieważ wyrywało badany system z szerszych, historycznych całości. Podsumowując ustalenia tego paragrafu, można powiedzieć, że wy­maganie, by zdania kandydujące do miana praw nauki były koniecznie zdaniami ściśle ogólnymi, wydaje się problematyczne. Oparte jest ono na apriorycznych, bazujących co najwyżej na obiegowych, zdroworoz­sądkowych opiniach, ustaleniach dotyczących struktury syntaktycznej praw nauki. A przeprowadzenie jego analizy uwzględniającej treści nada­wane pojęciom czasu i przestrzeni w fizyce relatywistycznej ujawnia roz­bieżność między tymi treściami a treściami, w jakie pojęcia te wyposa­żają reprezentanci klasycznego ujęcia praw nauki, a takie odkrywa meta­fizyczne założenia tego stanowiska. Spojrzenie na to wymaganie z per­spektywy pozalingwistycznych ujęć teorii naukowych pozwala z kolei dostrzec jego arbitralność i nieprzystosowalność do sytuacji faktycznej we współczesnej nauce.

POZAJĘZYKOWE CHARAKTERYZOWANIE

Pozajęzykowe charakteryzowanie teorii i praw naukowych w kon­cepcjach nieklasycznych ma istotne znaczenie dla rozważanego przede mnie zagadnienia. Takie ujęcie bowiem unieważnia już w punkcie wyjś­cia metodologicznych rozważań problem syntaktycznych wyróżników praw nauki. Na miejsce wyjściowęgo ustalenia klasycznego ujęcia, że prawa nauki są zdaniami takiej to a takiej postaci, przyjmuje się, że pra­wem nauki jest to, co badacze uznają za prawo nauki, a co metodolog może, zaczynając swe analizy, tylko wskazać przez wyliczenie. Meto­dolog nie formułuje więc żadnych ustaleń dotyczących zakresu stosowal­ności praw naukowych i teorii. Teorie same określają zakres swej stoso­walności. Jak powiada J. D. Sneed: „teoria określa swój własny zakres zastosowań, ma dotyczyć dokładnie tylko tego, do czego, w gruncie rze­czy, się odnosi, niczego więcej i niczego mniej” . Przy czym, co trzeba tu dodać, w teoriach tych mogą być nakładane czasoprzestrzenne ograni­czenia na zbiory badanych układów czy na charakteryzujące je funkcje bądź też badacze mogą od takich ograniczeń abstrahować. W tym dru­gim przypadku budują modele nie przystające dokładnie do badanej, ewoluującej rzeczywistości i modele owe muszą być historycznie kon­kretyzowane .

TEORIA FIZYCZNA

Teoria fizyczna składa się — wedle Sneeda — z matematycznej, teoriomnogościowej struktury, zawierającej liczby rzeczywiste i funkcje liczbowe, oraz ze zdań i wyrażanych przez nie stwierdzeń, które ustalają treść empiryczną teorii, tzn. wskazują jej modele. Takie empiryczne stwierdzenie teorii orzeka, że ten oto lub taki oto fizyczny system ma formalną (w sensie „ogólną”, „wspólną z innymi”) strukturę matematycz­ną (w sensie „liczbową”), która stanowi rdzeń teorii. Innymi słowy, stwierdzenie to orzeka, że dany system, dany obserwowalny układ fizycz­ny, jest modelem, a dokładniej — możliwym częściowym modelem, dla formalizmu matematycznego teorii. Teoria fizyczna może zawierać jedno­cześnie wiele empirycznych stwierdzeń, a to znaczy, że może mieć wiele modeli, wiele różnych aplikacji. Przekonanie, że teoria naukowa ma wiele zastosowań, jest szczególnie ważną ideą koncepcji Sneeda, po raz pierwszy explicite właśnie przez niego wyrażoną. Wprowadza on tę ideę na miejsce tradycyjnego założenia, że teoria odnosi się do jednego globalnego, kosmicznego, jak powiada Sneed, modelu. Owe zastosowania teorii mogą być przez badaczy okreś­lone konkretnie, tj. poprzez wyliczenie, lub intencjonalnie, poprzez wska­zanie własności systemów. Zastosowania mogą być dookreślane, mody­fikowane, rozszerzane. W tej sytuacji logiczna rekonstrukcja teorii „zmie­rza do przedstawienia poszczególnych przypadków empirycznych stwier­dzeń […], które były lub są formułowane przez tych, którzy uprawiają daną teorię”

DOPUSZCZANA MOŻLIWOŚĆ

Teoria charakteryzuje tę klasę przyczynowo możliwych systemów „poprzez wskazywanie wszystkich i tylko tych czasowo zorien­towanych sekwencji stanów, które odpowiadają zachowaniom możliwych systemów” . Na gruncie semantycznej koncepcji teorii nie przesądza się, czy wśród parametrów, za pomocą których teorie naukowe charakteryzują zachowanie badanych systemów, występują parametry czasoprzestrzenne. Oczywiście dopuszcza ona możliwość istnienia teorii, które abstrahują od czasoprzestrzennej relatywizacji badanych systemów, a więc w swej in­tencji są ściśle ogólne. Abstrakcyjność ujęcia badanych systemów zostaje jednak zniesiona, gdy teoria wskazuje, „które zmiany stanu są fizycznie możliwe”, ponieważ wówczas konieczne staje się wskazanie realnych wa­runków (fizycznych), które są zawsze warunkami w jakimś lokalnym układzie odniesienia.Przekonanie, że teorie odnoszą się do wskazywanych przez siebie ab­strakcyjnych i wyidealizowanych modeli, a więc, że rozstrzygnięcia do­tyczące zakresu stosowalności teorii zawarte są wewnątrz nich, wyraźnie widoczne jest także w koncepcji J. D. Sneeda. Odnosi się ona do matema­tycznych teorii fizycznych i charakteryzuje je także w sposób pozajęzy- kowy. Teoria fizyczna składa się — wedle Sneeda — z matematycznej,

KOLEJNA MOŻLIWOŚĆ

Trzecią więc możliwością jest złagodzenie warunku uniwersalności praw nauki i uznanie, iż mogą nimi także być generalizacje historyczne. Jest to jednak rozwiązanie, które trudno jest zaakceptować zwolennikowi klasycznego ujęcia, nawet jeśli — jak na przykład E. Nagel — dostrzega on trudności wiążące się z radykalną po­stacią warunku uniwersalności.Zobaczmy teraz, czy nieklasyczne koncepcje teorii i praw naukowych natrafiają na te same trudności.W ujęciach tych mamy przede wszystkim — jak podkreślają ich twór­cy — do czynienia z pozalingwistycznym określaniem praw i teorii*. Wedle semantycznej koncepcji teorii, rozwijanej przez E. Betha, B. von Fraassena i F. Suppego, teoria jest pozajęzykową strukturą do­puszczającą alternatywne sformułowania językowe. Struktura ta jest na­rzędziem charakteryzowania w sposób abstrakcyjny i wyidealizowany „zachowań systemów obiektów” . Dokładniej, „teoria jest generalnym modelem zachowania systemów ze swojego zakresu. Model ten jest sy­stemem relacyjnym, którego dziedziną jest zbiór wszystkich logicznie możliwych zdarzeń (State occurences), i którego relacje wyznaczają cza­sowo zorientowane sekwencje zdarzeń, które odpowiadają zachowaniom systemów możliwych w ramach intencjonalnego zakresu teorii i wskazują, które zmiany stanu są fizycznie możliwe. Te sekwencyjne relacje są pra­wami teorii” . Intencjonalny zasięg teorii to — wedle Suppego — „klasa możliwych fizycznie systemów (np. klasa wszystkich przyczynowo moż­liwych systemów mechanicznych złożonych ze skończonej liczby oddzia­łujących ciał)” .

TAKIE ROZWIĄZANIE

Takie rozwiązanie wymagałoby jednak odwoła­nia się do jakiejś koncepcji metafizycznej, w której fizykalny wszech­świat i jego czasoprzestrzeń nie wyczerpują całości bytu. Owa koncepcja byłaby źródłem pojęć czasu i przestrzeni o treściach różnych od tych, jakie owym pojęciom nadaje relatywistyczna fizyka i kosmologia. Wyjś­cie to wydaje się więc wielce niedogodne dla neopozytywisty, właśnie ze względu na konieczność przyjęcia stosownych założeń metafizycznych. Zwolennik klasycznego ujęcia może więc, po drugie, zgodzić się, że czas,którym mowa w warunku uniwersalności praw nauki, to czas relaty­wistycznej kosmologii, i uznać, że twierdzenia, o których wiadomo już, że są ograniczone czasowo, po prostu nie są prawami nauki. Jak się wy­daje, zasadniczą niedogodnością tego rozwiązania jest to, że do praw nauki należałyby tylko nieliczne spośród sformułowanych dotychczas twierdzeń. Być może z całym przekonaniem dałoby się do nich zaliczyć tylko tzw. zasady zachowania. Jednakże status zasad zachowania jest szczególny. Wprawdzie są one potwierdzane empirycznie, ale jednocześ­nie wyraźnie widoczny jest ich konwencjonalny charakter. Pełnią one rolę „aksjomatów”, których nowo formułowane twierdzenia (kandydujące w przekonaniu badaczy do miana praw nauki) nie mogą podważać (choć takie próby są podejmowane).

TRUDNIEJSZE DO DOSTRZEŻENIA

Innymi słowy, argumentacja powyższa po­wtarza w istocie schemat rozumowania przeprowadzonego na gruncie kla­sycznego pojęcia czasu: czas potraktowany zostaje jako pierwotny ontycz­nie, a kosmiczne zdarzenia (osobliwość, ekspansja) jako dziejące się w owym czasie. W ten sposób okazuje się, że pojęcie czasu występujące w tej argumentacji ma treść metafizyczną, a nie relatywistyczną. Trudniejsze jest dostrzeżenie zwodniczości zaprezentowanej argumentacji w odnie­sieniu do praw biologicznych czy społecznych. Orzekają one przecież o  procesach lokalnych, które być może realizują się także w innych ob­szarach obecnej przestrzeni chwilowej wszechświata. Prawa te nie są jednak uniwersalne czasowo, skoro realizować się mogą tylko w okreś­lonej epoce kosmicznej, a do zaistnienia potrzebują specyficznych wa­runków lokalnych, które są zależne od aktualnego stanu wszechświata jako całości, jak i od jego stanów wcześniejszych.Wydaje się więc, że zwolennik klasycznego ujęcia praw nauki musi wprowadzić jakieś modyfikacje do swego stanowiska, jeśli weźmie pod uwagę przekształcenia treści pojęć czasu i przestrzeni. Dokładniej, może on, po pierwsze, uznać, że czas i przestrzeń, o których mowa w warunku ścisłej ogólności zdań prawo-podobnych nie są tym samym co relatywi­styczna czasoprzestrzeń.