HISTORYCZNE NAUKI O KULTURZE

images (1)

Ktokolwiek zetknął się z Rickertowską koncepcją „historycznych nauk o  kulturze” jako nauk stosujących takie pojęcia wyobrażające poszcze­gólne „fakty historyczne” oraz tak porządkujących owe fakty, że w jed­nym i drugim przypadku ma miejsce „odnoszenie do wartości”, zgodzi się z tym, że rozważana przed chwilą przez nas zasada, według której Anonim pisał swą kromkę, podpada pod ową koncepcję.Jednakże można twierdzić, że nie wszystkie fakty kronikarskie i nie wszystkie powiązania między nimi kwalifikują się jako fakty i powiąza­nia „historyczne”. Może tedy koncepcja Rickertowską trafna jest jako formuła kronikarstwa, ale nie zdaje adekwatnie sprawy z charakteru wszelkich badań historycznych?Wróćmy tu do badań T. Wojciechowskiego; do tej pory nie mieliśmy jeszcze okazji powiedzieć, jakie nowe „fakty historyczne” poza faktem uznania przez Anonima i jego współczesnych omawianego przed chwilą sądu normatywno-moralnego odsłoniła dokonana przez tego badacza interpretacja komentarza wyrażającego ów sąd. Otóż chodzi tu nie tyle o  nowe „fakty historyczne”, ile o nowe powiązanie takich faktów: uka­ranie cielesne biskupa Stanisława ostateczny upadek Szczodrego. Fakt pierwszy, w tej właśnie postaci, w jakiej został przedstawiony rzeczy­wiście (według T. Wojciechowskiego) przez Anonima, dlatego spowodo­wał fakt drugi, że powszechnie uznawana była norma, iż „nie powinien pomazaniec (świecki) karać cieleśnie pomazańca (kościelnego)”. Gdy więc ukaranie owo stało się powszechnie wiadome, Szczodry stracił wszelkie już oparcie, nikt bowiem już nie chciał partycypować w grzechu, jakie­go się władca ten dopuścił. Zmusiło go to do ucieczki na Węgry. Ostatecz­ny kres panowania Szczodrego nastąpił tedy w rezultacie tego, że taką a nie inną normę religijno-moralną uznawali jego poddani oraz tak a nie inaczej zakwalifikowali z punktu widzenia tej normy jego czyn.

POPRAWA INTERPRETACJI

images (2)

Poprawka interpretacyjna T. Wojciechowskiego bezpośrednio ustala no­wy „fakt historyczny” w zakresie sądów religijno-moralnych żywionych przez Anonima i jego współczesnych oraz rekonstruuje pewien fakt, po­wiedzmy: „kronikarski”, jako że wyrażony on został przez tego kronikarza, fakt ów polega na tym, że pewien określony pomazaniec (świecki Bo­lesław Szczodry) ukairał cieleśnie określonego innego pomazańca (koś­cielnego biskupa Stanisława) i oczywiście fakt ten różny jest dla Anonima od faktu, że określony chrześcijanin (Szczodry) ukarał cieleśnie określonego innego chrześcijanina (Stanisława). Przejawem tej różnicy między obydwoma faktami jest okoliczność, że pierwszy z nich jest (dla Anonima) neutralny aksjologicznie (bardziej szczegółowo: moralnie), dru­gi natomiast jest negatywny aksjologicznie. Okoliczność owa zadecydo­wała, że właśnie fakt pierwszy został odnotowany. Co więcej jednak, w ramach wierzeń Anonima zło wyrządzone spotyka się zawsze z karą, w tym przypadku spadła ona na sprawcę zła Szczodrego. O to mniej więcej chodzi w przytoczonym tu jego komentarzu. Jaka tedy zasada zadecydowała o wyborze powyższego faktu kroni­karskiego, a także kolejnego faktu tego typu ucieczka i śmierć Szczod­rego, na koniec zaś o powiązaniu ich ze sobą? Można ją wyłuszczyć następująco: dany fakt podlega (kronikarskiemu) odnotowaniu, gdy jest aksjologicznie nieobojętny, lub przynajmniej gdy powoduje fakt aksjo­logicznie nieobojętny; wiązać należy takie fakty ze sobą zgodnie z ową relacją „powodowania”. Nie jest chyba potrzebne wykazywanie, że zasada nasza respektowana jest przez Anonima; może tylko warto zau­ważyć, iż ucieczka i śmierć Szczodrego jest dla Anonima, szczerze przy­wiązanego do władców Piastowskich, negatywnym aksjologicznie faktem, oraz to, że cielesne ukaranie Stanisława przez Szczodrego podwójnie (w, związku z powyższym) spełnia podaną wyżej zasadę selekcji faktów kronikarskich.

PROFESJONALNI HISTORYCY

57270

Musiałbym bowiem w przeciwnym razie przyjąć, że istnieją „niehistoriozoficzne” badania historyczne, po­zbawione elementów historiozofii (tylko o nich można by powiedzieć, że swego statusu badań historycznych, przejawiających w szczególności ewentualny postęp, nie zawdzięczają wspieraniu się na historiozofii), tym­czasem sąd tęgo rodzaju wydaje mi się właśnie nie do przyjęcia: wszelkie badania historyczne posługują się, zdaniem moim, założeniami historio­zoficznymi. Mówiąc dokładniej: wszelka refleksja selekcjonująca i syste­matyzująca w określony sposób tzw. „fakty historyczne korzysta z za­łożeń, które autor zaliczyłby raczej bez wahania do zakresu historiozofii; ta ostatnia okoliczność pozwala mi podjąć próbę przekonania J. Woleń­skiego, że jego przeciwstawienie generalne jest wątpliwe, próbę nie wymagającą bliższego zrekonstruowania treści stosowanego przezeń pojęcia historiozofii.Historycy profesjonalni w pełni zgodni są co do tego, że znaczny co najmniej przyrost wiedzy historycznej przyniosły badania T. Wojcie­chowskiego nad dziejami Polski wieku XI, a w szczególności nad dziejami panowania Bolesława Szczodrego. Jeden z istotniejszych elementów tego przyrostu wiedzy był rezultatem nowego zinterpretowania sensu słowa christianus zawartego w komentarzu Anonima zwanego Gallem do przedstawionego przezeń przebiegu wydarzeń zakończonego ucieczką Szczodrego na Węgry oraz późniejszą jego śmiercią. Non debuit chris­tianus in christianum peccatum ąuodlibet corporaliter vindicare; christia­nus ma tu oznaczać pomazańca, nie zaś jak pierwotnie sądzono chrześcijanina. Do grupy argumentów przemawiających za tą nową in­terpretacją należy stwierdzenie, iż w średniowieczu powszechnie respek­towana mogła być tylko norma: „Nie powinien pomazaniec pomazańca karać cieleśnie”, nie zaś (dziwaczna dla człowieka średniowiecza) norma: „Nie powinien chrześcijanin chrześcijanina karać cieleśnie”.

KILKA REFLEKSJI

images (3)

Gdyby tak przypadkiem było, mogłoby to oznaczać, że dla przykładu rewolucyjna przemiana stosunków charaktery­stycznych dla pewnej formy społecznej powinna być dokonana lub może być dokonana na takim właśnie etapie rozwoju społeczeństwa, a nie na jakimkolwiek innym. Mówiąc nieco dokładniej, teza o możliwości zniesie­nia kapitalistycznych stosunków produkcji może zachowywać swoją waż­ność na danym etapie rozwoju społeczeństwa burżuazyjnego i tracić tę ważność na etapie późniejszym.Nie można oczywiście w tej krótkiej wypowiedzi podejmować analizy sygnalizowanych zagadnień. Niemniej jednak warto by się w przyszłości zastanowić, czy istotnie postawienie takich problemów jest de facto możli­we i czy w tak przedstawionych zagadnieniach nie tkwią ukryte w tej chwili pewne niezwykle ważne założenia, których ujawnienie może w spo­sób niejako automatyczny przekreślić całą dyskusję.Pragnąłbym sformułować kilka refleksji związanych z zastosowanym przez J. Woleńskiego w referacie Paradygmaty, programy badawcze itp. historia czy historiozofia nauki? przeciwstawieniem: historia historio- zofia. Mówię tu o kilku jedynie refleksjach, ponieważ temat tak jest skomplikowany, że systematyczne rozwinięcie go nawet (czy może szczególnie?) w zakresie proponowanym przez referat: historia nauki a jej historiozofia wymagałby tęgiej rozprawy czy monografii. Autor stwierdza między in., iż „wiedza historyczna ulega sta­łemu rozszerzaniu i doskonaleniu. Nikt nie może zaprzeczyć temu, że dzieje są dzisiaj znane znacznie lepiej i dokładniej aniżeli sto lat temu . Jak domyślam się, takiemu postępowi, a przynajmniej tak znacznemu postępowi nie podlega, według J. Woleńskiego, historiozofia. Nie chcę bynajmniej kwestionować tej opinii.

 

REZYGNACJA Z WYMAGAŃ

images (4)Stwierdzając, iż rezygnacja z metodologicznego wymagania czasoprze­strzennej ogólności jako warunku uniwersalności zdań prawo-podobnych jest w gruncie rzeczy tylko kolejnym zabiegiem burzenia mitu aibsolutności wiedzy naukowej, B. Tuchańska w inny, choć wbrew pozorom bardzo ostrożny sposób stwierdza występowanie w nauce określonego stanu rzeczy naszkicowanego w sposób ogólny w poprzednim akapicie. Zakres stosowalności wiedzy naukowej nie może mieć charakteru abso­lutnego, albowiem z „natury”, jeśli można tak powiedzieć, tego szczegól­nego produktu, jakim jest wiedza naukowa, wynika jego historyczny charakter. Trudno nie zgodzić się z autorką kiedy mówi ona, że źródłem wiary w nieograniczoną stosowalność pewnej teorii jest w istocie niezna­jomość rzeczywistości. Zwrócę w tym miejscu uwagę na fakt, iż potrak­towanie wiedzy naukowej jako produktu daje dopiero możliwość pełnego uzasadnienia takiego poglądu.Mimo iż kwestie te nie leżą zupełnie w polu zainteresowań me­todologii nauk, trudno nie zauważyć, że wnioski referatu B. Tuchań­skiej przynajmniej te, do których ustosunkowałem się w dyskusji prowadzą do postawienia problemów oględnie mówiąc kłopotliwych. Tak więc dla przykładu teza o historycznym charakterze zakresu stosowalności wiedzy naukowej (dająca się wyprowadzić z twierdzeń materializmu historycznego) może teoretykom rozwoju społecznego nasu­wać przypuszczenie, że, być może, twierdzenie o możliwości rewolucyjne­go zniesienia danych, antagonistycznych stosunków produkcji ma również cechy historyczne.

UZASADNIONY POGLĄD

images (5)

Można uzasadnić pogląd, że proces wytwarzania wiedzy daje się ująć jako proces wytwarzania szczególnego produktu, którego wartość użytko­wą określić można tak, jak wartość użytkową wielu innych produktów, w społecznych formach życia charakteryzujących się gospodarką towarowo-pieniężną i rynkiem ,,obrót” wiedzą ujawnia, że ma ona określoną wartość wymienną, a zatem bez wątpienia ma określone wartości użyt­kowe.Postawmy pytanie o wnioski, jakie dają wyprowadzić się z powyższe­go wywodu, wnioski, które mogą mieć jakieś znaczenie dla interesują­cych nas zagadnień.Otóż z faktu, iż wiedzę (w tym wiedzę naukową jako jej szcze­gólną formę) daje się ująć jako produkt wyposażony w określone wartości użytkowe, a także z faktu, iż wartości użytkowe produktów mają, najlapidarniej mówiąc, historyczny charakter, wynika dość, jak się zdaje, jednoznacznie pogląd o historycznym charakterze wartości użytkowych wiedzy naukowej. Jeśli tę konkluzję wyrazić w formie przed­stawionej przez autorkę referatu, to uzyskamy stwierdzenie, iż określenia zakresu stosowalności praw i teorii naukowych formułowane są przez ba­daczy i że zakres ten określany jest za pomocą właściwych dla danej teorii parametrów i w sposób swoisty dla danej dyscypliny na pewnym etapie jej rozwoju. Tak więc rezultat, do jakiego B. Tuchańska dochodzi poprzez analizę zaprezentowaną w referacie, możliwy jest do uzyskania także inną drogą, co może zostać uznane za moment potwierdzający traf­ność jej ustaleń.Przyjęcie tezy o historycznym charakterze wartości użytkowych tego szczególnego produktu, jakim jest wiedza naukowa, pociąga za sobą, rzecz oczywista, określone konsekwencje teoretyczne. Zauważmy bowiem, że produkt, którego wartości użytkowe „tu i teraz” pozwalają kontynuo­wać proces wytwarzania warunków społecznej reprodukcji życia, może się jutro okazać bezużyteczny i to dlatego właśnie, że czyni go bez­użytecznym proces, w którym produkt ten wcześniej powstał i który być może swoją aktualną formę zawdzięcza takiemu właśnie, a nie innemu układowi cech użytkowych produktu już niepotrzebnego.

OKREŚLONA WERSJA TWIERDZEŃ

images (6)

Krótko mówiąc, zabierając głos w dyskusji, zamierzam przedstawić argumenty na korzyść tezy, że wnioski, jakie uzyskała w swoim badaniu autorka, są możliwe do uzyskania także na innej drodze, dokładniej zaś mówiąc, stanowić one mogą wynik, czy też jeszcze inaczej mówiąc dają się wyprowadzić z określonej wersji twierdzeń materializmu historycznego.Trudno  rzecz jasna w tym miejscu jednoznacznie wyrokować,czy  sygnalizowanego wyżej faktu wynika coś ważnego dla metodologii nauk. Sądzę jednak, że prześledzenie innej drogi prowadzącej do tych samych w istocie rzeczy konkluzji może się okazać z pewnych względów pożyteczne nawet dla filozofów zajmujących się wyłącznie metodologią nauk.Wspomniana przeze mnie, „określona wersja twierdzeń materializ­mu historycznego” bazuje na swoistej interpretacji definicji procesu pra­cy, zamieszczonej przez Marksa w V rozdziale I tomu Kapitału . Częścią fundamentu tej interpretacji jest założenie, że kategoria Naturstoff, sto­sowana w wymienionej definicji pracy, może być pojmowana szeroko, w szczególności obejmować może społeczny proces wytwarzania warun­ków reprodukcji życia.W procesie pracy jak stwierdza autor Kapitału człowiek przy­swaja sobie Naturstoff w formie przydatnej dla swego własnego życia; z dalszych wyjaśnień wymienionego autora można sądzić, że ów Natur­stoff w formie przydatnej człowiekowi dla jego własnego życia to pro­dukt, a praca która go wytworzyła to produktive Arbeit. Tak więc, powtarzając rzecz raz jeszcze tylko z innej strony: produkt, to Na­turstoff wyposażony w takie wartości użytkowe, których spo­życie (w szerokim sensie) umożliwia ciągłość procesu wytwarzania wa­runków społecznej reprodukcji życia.

NIELICZNE ZNAKI ZAPYTANIA

images

Argumentem przeciwko ogólności „maxwellowskiej” praw nauki mogłaby być jak wiadomo ewolucja wartości uniwersalnych stałych fizycznych, ale i to nie przeczyłoby ogólności tych praw w rozumieniu semantycznym. Argumentacja autorki wymaga wyka­zania, że ogólność w sensie Maxwella ma charakter podstawowy, a to wydaje się dyskusyjne.Puentując jedną ze swoich bajek, La Fontaine pouczał, iż opisywany w niej człowiek „spostrzegł, że nie wszyscy mogą z równym skutkiem jednaką postępować drogą Referatowi B. Tuchańskiej Uniwersalność praw nauki a związek dyscyplin nomologicznych z historycznymi przy­słuchiwałem się jako filozof zajmujący się metodologią nauk i (szcze­gólnie ostatnio) określonymi zagadnieniami materializmu historycznego. Dwa wnioski umieszczone w „Podsumowaniu” referatu zainteresowały mnie szczególnie. Oto one: „Sądzę, że ustalenie zakresu stosowalności praw i teorii naukowych nie jest zadaniem metodologa. W szczególności nie musi on przesądzać niczego na temat czasoprzestrzennej ogólności praw nauki, tym bardziej że pojęcia czasu i przestrzeni nie są zewnętrzne względem nauki, ale ich treść jest ustalana i modyfikowana w samej nauce. Określenia zakresu stosowalności praw i teorii formułowane są przez badaczy i wchodzą do samych teorii. Zakres stosowalności okreś­lany jest za pomocą właściwych dla danej teorii parametrów i w sposób, który zapewne jest historycznie zmienny, a więc swoisty dla danej dy­scypliny na pewnym etapie jej rozwoju. Rezygnacja z metodologicz­nego wymagania czasoprzestrzennej ogólności jako warunku uniwersal­ności zdań prawo-podobnych jest w gruncie rzeczy tylko kolejnym za­biegiem burzenia mitu absolutności wiedzy naukowej. Natomiast prze­konanie, że wiedza naukowa może być absolutna, jeśli chodzi o zakres jej stosowalności nadal się utrzymuje, zarówno w metodologii, jak i w nauce. Dzieje nauki pokazują natomiast, że źródłem wiary w nieograni­czoną stosowalność pewnej teorii jest w istocie nieznajomość rzeczy­wistości” .

ZWRÓCENIE UWAGI

myśliciel

Zwraca na to uwagę G. Bohme w artykule Finalizacja nauki, poda­jąc jako przykład uhistorycznienia biologii skutki stosowania pewnych ciągów eksperymentów, które zmieniają rzeczywistość badaną w stopniu podważającym uniwersalność wyciąganych na podstawie tych ekspery­mentów teoretycznych wniosków (np. stosowanie DDT spowodowało po­jawienie się licznych szczepów insektów uodpornionych na działanie DDT).„Historyczność” przyrody polega zatem nie tylko na tym, że posiada ona własną „biografię” (przyrodzie „przytrafił się” big bang), lecz wyni­ka również stąd, iż ingerencje człowieka w przyrodę, po osiągnięciu pew­nego progu, naruszają stabilność jej struktur i ograniczają horyzont cza­sowy ważności wiedzy przyrodniczej. Świadomość historyczną do nauk przyrodniczych wnosiłaby zatem obok kosmologii i teorii ewolucji rów­nież ekologia.Wydaje mi się, że w referacie B. Tuchańskiej Uniwersalność praw nauki a związek dyscyplin nomologicznych z historycznymi zostały nieco pomieszane dwa aspekty ścisłej ogólności praw nauki. Przez ścisłą ogól­ność można rozumieć to, że prawo odnosi się do uniwersum o nieskoń­czonej mocy (w sensie teorio-mnogościowym) jest to fakt z zakresu semantyki logicznej. Ale przez ścisłą ogólność można też rozumieć, że prawa są niezależne od współrzędnych czasoprzestrzennych (uniwersal­ność w sensie Maxwella). Autorka powiada, że logika nie przesądza, iż kwantyfikator ogólny ma być czytany „dla każdego X znajdującego się w dowolnym punkcie czasu i przestrzeni”. Istotnie nie przesądza, ale dlatego, że zdanie może być ściśle ogólne w sensie semantycznym, a nie być ściśle ogólne w sensie Maxwella. Formalnie rzecz biorąc „kwantyfika­tor maxwellowski” można potraktować jako kwantyfikator o ograniczo­nym zakresie, a więc jako rzetelny kwantyfikator ogólny. W związku z tym z faktu, że pewne prawa fizyki nie stosują się do jakiejś epoki czy regionu przestrzeni, np. do osobliwości początkowej, nie wynika, że nie są to zdania ściśle ogólne!

UWIKŁANIE W HISTORYCZNOŚĆ

pobrane

Dalszych rozważań domaga się samo zagadnienie stopnia „uwikła­nia” w historyczność różnego typu twierdzeń zarówno w naukach przy­rodniczych, jak i humanistycznych. W obliczu nowych odkryć astronomii czy biologii trudno zaprzeczyć, iż również przyrodoznawstwo nie może obejść się bez pojęcia historii. Czy w przypadku wszystkich nauk mamy jednak do czynienia z jednorodnym „polem historyczności”? Innymi zaś słowy, czy na przykład historia galaktyk posiada tę samą ontyczną struk­turę i epistemologiczny sens, co trwanie kulturowych symboli? Tylko po­zytywna odpowiedź na to pytanie pozwalałaby na „sformułowanie koncepcji względnej jedności metodologicznej nauk” na szlaku zwy­cięstw historyzmu w przyrodoznawstwie. Dyskusję metodologiczną mu­siałyby poprzedzić zatem w tym przypadku ustalenia filozofii historii oraz ontologii na temat natury czasu w obu głównych układach odniesienia kategorii ontologicznych, jakimi są natura i kultura.Piszącemu niniejsze bliska jest reprezentowana przez autorkę idea kooperacji nauk, a także przeświadczenie, że nauka jest „jedna” szu­kałbym jednak podstaw tej jedności (tudzież jej możliwości reprodukcji w toku rozwoju kultury) nie tyle w perspektywach unifikacji metod (to, co historyczne kontra to, co uniwersalne, idiografizm kontra nomotetyzm), lecz za L. Kołakowskim i S. Amsterdamskim w jedności funkcji pełnio­nych przez całą naukę w pewnego typu kulturze.Na zakończenie pewna uwaga o bardziej ogólnym charakterze. Otóż cytowane zarówno przez B. Tuehańską, jak i W. Krajewskiego przy­kłady przydatności zasady historyzmu w naukach przyrodniczych odno­szą się jedynie do tych przypadków, w których mamy do czynienia z kon­kretnymi odkryciami naukowymi, z uzyskaniem teoretycznego wglądu w genezę pewnych obiektów i procesów przyrodniczych (idea big bang). Tymczasem nie mniej ważnym źródłem historystycznej inspiracji w filo­zofii nauki może być sam charakter i pewien typ skutków naukowej praktyki.